Granice własnych możliwości

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

Postprzez zephyr7 Pn, 26 listopada 2012, 23:50

Kiedy oglądam takie rzeczy (poniżej) często nachodzi mnie pytanie o granicę własnych możliwości. Z jednej strony martwię się, że nigdy nie będę tak malował - z drugiej strony, wiem że maluję dużo lepiej niż jeszcze rok temu.

Moje pytanie brzmi: czy często zderzacie się w malarstwie z "granicą własnych możliwości" - i co dla Was jest tą granicą?

http://www.youtube.com/watch?v=l0JNxuQo6c8
http://www.youtube.com/watch?v=8BHf8liTJLw&feature=plcp
http://www.youtube.com/watch?v=zLlG6YUSgVA&feature=plcp
zephyr7
 
Posty: 933
Dołączył(a): Cz, 14 czerwca 2012, 19:44

Postprzez Lamka Wt, 27 listopada 2012, 00:16

szkoda, nie otwiera mi się żaden link , ale krótko , Rembrandtem nigdy nie bedę i Canaletto też nie , za mało talentu i cierpliwości . Talentu do pierwszego, a cierpliwości do drugiego mistrza.
sa dwie szkoły, jedna mówi , że wystarczy 10 % talentu a reszta to malować , malować , malować pracować nad warsztatem
druga odwrotnie . 90% talentu a reszta sama przyjdzie ( ja myślę że nie )

mnie ogranicza brak wystarczajacego talentu, aby zrealizować to co siedzi mi w głowie , a z drugiej strony nie próbuje ze strachu przed porażką. . sytuacja patowa.

w rzeźbie nie mam takich rozterek, ani problemów , jedynym ograniczeniem jest ból łokcia, brak kondycji fizycznej , ale to można zmienić mięśnie które utraciłam dadzą sie wyćwiczyć. mam świetne dłuta , boskie chwytaki , świetny sprzęt ... dlaczego wiec nie rzeźbie...? bo to nie jest wyzwanie .....?..bo to łatwo przychodzi ...?. bo zdolności 3D...? nie wiem..... nie chce się...?
Avatar użytkownika
Lamka
.
...
1.
2.
1..

.
...
1.
2.
1..
 
Posty: 5021
Dołączył(a): So, 24 października 2009, 23:51

Postprzez Evagelia Wt, 27 listopada 2012, 01:06

Granice to punkty na drodze, ktore sa tylko czasowe. To mini-mety, ale nigdy ostateczna meta. Mozliwosci nie maja granic. Granice tkwia w umysle, w to co w czlowiek wierzy to moze osiagnac, nie tylko w malarstwie ale w ogole. Byleby tylko popychac sie do przodu i nie pozwalac sobie na bycie slabszym, ani nawet takim samym, trzeba sie ciagle uczyc, nie poddawac sie, nie zrazac i nie zatrzymywac i nigdy nie zapominac po co sie to robi, nie zgubic pasji, miec jeden jasno okreslony bardzo odlegly cel i tysiace mniejszych celow do niego prowadzacych. Jesli nie moge teraz, bo jest to po za moimi obcnymi mozliwosciami, to musze sie wysilic, zebym mogla teraz zrobic to jak najlepiej jak tylko potrafie, zeby kolejnym razem juz to umiec i by moc podwyzszyc poprzeczke. Wysilkiem jest dawanie z siebie zawsze maksymalnie duzo i nie popadanie w lenistwo. To ciezka droga, ale sie oplaca :) Ja szczegolnie lubie byc wyrzucana na gleboka wode, bo wtedy mozna sie nauczyc kilkukrotnie szybciej, ale to tez ma swoja cene, czasem jest to wysilek wrecz bolesny :P Moje ikony sa slabiutkie, ale jak na tak naprawde pol roku malowania, przynajmniej ja z siebie jestem zadowolona i dopiero wiem ile jeszcze przede mna. ( bo maluje wlasciwie od kwietnia 2012, od listopada zeszlego roku do kwietnia tego roku malowalam w szkole, raz w tygodniu ta sama, moja pierwsza ikone, po za tym niewiele, w kwietniu ja skonczylam i wtedy stanelam na krawedzi przepasci i wiedzialam, ze albo rozwine skrzydla i polece, albo spadne i sie bolesnie potlucze. Ale ze nie moge siedziec na tej przepasci w nieskonczonosc. Bo wtedy rosnac, bede sie starzec, powoli uczyc, ale nie bede potrafila latac, a pozniej na latanie moze byc juz za pozno. Jak maly pisklak, z lekiem, ale zaufalam i skoczylam. Machalam i dalej macham szybko skrzydelkami i jakos utrzymuje sie na powietrzu, nie spadam, czasem juz pewne rzeczy sa mniej meczace i z wieksza swoboda utrzymuje kurs, choc slaby podmuch wiatru moze zaklocic ten lot na nowo :) Ktos moze patrzec na ikony mojej reki i krytycznym okiem dostrzegac same niedociagniencia i slusznie, nie pomyli sie, ja natomiast w kazdej namalowanej ikonie dostrzegam niedociagniencia wiecej, ktore moglyby byc, ale o ktorych eliminacje walczylam. dostrzegam ile lepsze powinny byc, ale tez to ile sie w nich popchnelam do przodu.

Z malarstwem jest jak z gimnastyka. Jesli cwiczysz na poziomie, na ktorym cwiczenia przychodza Ci bez wiekszego wysilku to znaczy, ze zatrzymales sie i nie cwiczysz prawidlowo, Twoja kondycja sie nie polepsza, tkwisz w tym samym miejscu. Zeby sie polepszyla musisz cwiczyc tak, zeby te cwiczenia nie byly ponad Twoje mozliwosci, ale zebys sie w nich popychal, zeby nie byly zbyt latwe, wtedy stopniowo kondycja sie polepsza. Talent.. nawet najwiekszy talent wymaga wysilku i ukierunkowania i przygotowania ducha.
Malo kto pragnac przebiegnac maraton, jest w stanie tego dokonac w chwili, w ktorej to pragnienie sie w nim pojawilo. Co nie oznacza, ze przebiegniecie tej trasy jest po za jego mozliwosciami. Owszem jest - w tej konkretnej chwili, ale nie w ogole, nie za kilka miesiecy, rok. Tylko zeby tego dokonac musi ciezko na to pracowac. Malarstwo moze sie wiekszosci nie kojarzy z przysiadami i fizycznym bolem, zakwasami, raczej jest kojarzone z przyjemnoscia, tyle ze tak naprawde jesli ktos chce osiagnac doskonalosc, do niej dazy to nie zawsze bedzie to sama przyjemnosc, beda i trudy do pokonania. :)

Największym niebezpieczeństwem dla większości z nas nie jest to, że mierzymy za wysoko i nie osiągamy celu, ale to że mierzymy za nisko i cel osiągamy.
Michał Anioł

No i przede wszystkim :

Gdyby ludzie wiedzieli, jak ciężko pracowałem, aby osiągnąć swe mistrzostwo, wcale nie wydawałoby im się tak cudowne. Michał Anioł.

- moge sobie wyobrazac o co mu chodzilo i wcale nie wydaje mi sie, by byly te slowa wyrazeniem skromnosci ;P

To jest problem ludzi, widza cos wspanialego, zachwycaja sie, zazdroszcza, marudza ze oni to nie moga.. W rzeczywistosci to co widza to rezultat, nie widza dni, miesiecy, lat nauki, praktyki, doskonalenia, trudow i wyrzeczen, ktore sie na niego czesto skladaja.. mozna, mozna. Wszystko mozna, tylko czy sie chce?
Avatar użytkownika
Evagelia
 
Posty: 1013
Dołączył(a): Cz, 29 października 2009, 21:40

Postprzez Zibelius Wt, 27 listopada 2012, 08:48

Dobrze piszesz Evagelio :) W malarstwie sam talent nie wystarczy.To że, artysta dobrze namaluje obraz to musi okupić ciężką pracą,eksperymentami na sobie,nieudanymi pracami.Nikt nikogo nic nie nauczy jak uczeń nie podejdzie do nauki z zapałem i zrozumieniem.Można przefilozofować całe życie i nic nie stworzyć mądrego mając w sobie nawet wielki talent.Talent musi być poparty pracowitością.Każdy obraz to nic innego jak zbiór różnych detali i każdy z tych pojedynczych detali musi pasować do sąsiedniego inaczej nic z tego nie wyjdzie mądrego.Jak już osoba ma talent i pobrała nauki techniczne nadchodzi najważniejszy moment.CO NAMALOWAĆ,SKĄD CZERPAĆ POMYSŁY.I tu w tym momencie wyłożyło się najwięcej artystów.No bo niby wszystko umie a nie wie co na płótno przenieść.Jest i na to rada.Mój nauczyciel już nieżyjący z Rosji mówił mi zawsze tak rozejrzyj się,spójrz w chmury one układają się w pomysły ,spójrz w drzewa również zobaczysz postacie, zwierzęta a nawet abstrakcje sensowne.i wreszcie spójrz pod nogi i jak uważnie popatrzysz to zobaczysz gotowe wzory do naśladowania.Dopóki nie zauważysz i nie przyjmiesz do wiadomości że jesteś częścią przyrody nic mądrego nie namalujesz.Nie jesteś w przyrodzie najważniejszy jesteś tylko jednym z małych trybików i zawsze ta matka ziemia podpowie Ci co masz robić.Nie siedź w domu wśród zgiełku i nie denerwuj się że, czegoś nie dajesz rady zrobić i wymyślić.Pojedź do lasu na pola spocznij ,posłuchaj wiatru ptaków .Odpowiedź wtedy przyjedzie do Ciebie sama.Tak to uczył mnie mój nauczyciel mądrości życiowych.Zapalam mu światło i modlę się za jego duszę często starając stosować się do jego rad,chociaz nie zawsze.Amen
Zibelius
 

Postprzez Gluch Wt, 27 listopada 2012, 13:06

Wszyscy macie trochę racji ,... ja na podstawie obserwacji artystów na plenerach, prawie już 15 lat uważam, talent , talent i jeszcze raz talent jest najważniejszy, Pracowitość , wiedza teoretyczna, techniczna, ważna , ale to tylko dodatek......jak nie masz talentu zawsze będzie to męczenie siebie i wykonywanej pracy.
Pracy jako takiej Lamo, nieważne czy obrazu , rzeźby, czy innej formy twórczej. Nie ma też pojęcia , która twórczość jest łatwiejsza Lamo, każda jest skomplikowanym procesem twórczym, gdzie często punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla człowieka utalentowanego nie ma granic możliwości \chociaż i on miewa wątpliwości \ , dla takich jak większość z nas te granice możliwości są bardzo wymierne, są przyczyną stresów, drinkowania, załamań, ....i powrotów . Jak każdy z nas ...niesie swój krzyż.... tak i ma swoje przesuwające się możliwości. Tylko się nie załamywać, ....traktujcie to jak ja ...sposób na ciekawsze życie,z talentem czy bez, ...jeżeli się to kręci to niema znaczenia....Lepiej w tym za głęboko nie grzebać.
Avatar użytkownika
Gluch
 
Posty: 223
Dołączył(a): Śr, 25 listopada 2009, 23:02

Postprzez Jagoda Wt, 27 listopada 2012, 13:30

Tak, ostatnie stwierdzenie Głucha..." lepiej w tym za głęboko nie grzebać "........bo i po co ?????????
Granice własnych możliwości .....nijak nie ma się do tak delikatnej i subtelnej materii jaką jest SZTUKA.
Tworzenie w tej dziedzinie to pasja, niekiedy sens życia artysty ....to nie ring ani bieg na czas ;)
Avatar użytkownika
Jagoda
3.
1...
.
..
...
1..

3.
1...
.
..
...
1..
 
Posty: 2645
Dołączył(a): N, 21 listopada 2010, 15:34

Postprzez cos Wt, 27 listopada 2012, 19:37

[quote="zephyr7"]. Z jednej strony martwię się, że nigdy nie będę tak malował - z drugiej strony, wiem że maluję dużo lepiej niż jeszcze rok temu.

Zephyr7 dobrze Cię rozumiem, ale po co się martwić na zapas, lepiej cieszyć się z postępów. Gdyby malowanie było takie łatwe, nikt by tego nie podziwiał...
cos
1...

1...
 
Posty: 145
Dołączył(a): Śr, 1 czerwca 2011, 12:41

Postprzez MPietak Wt, 27 listopada 2012, 21:15

jedynym ograniczeniem jest ograniczenie wynikające z naszych ograniczeń :D brzmi podobnie jak Wiem ,że Nic nie Wiem :lol: to mój wkład do dyskusji :D
Avatar użytkownika
MPietak
3.
1...

3.
1...
 
Posty: 3346
Dołączył(a): Cz, 7 stycznia 2010, 15:08

Postprzez Beata Wt, 27 listopada 2012, 21:22

zephyr7 napisał(a):Moje pytanie brzmi: czy często zderzacie się w malarstwie z "granicą własnych możliwości" - i co dla Was jest tą granicą?



Chyba zawsze dochodzi u mnie do takiego zderzenia. Zazwyczaj w trakcie malowania potrzebuję oddechu i odstawienia na jakiś moment aby przemyśleć. Zawsze jest jakiś moment niezadowolenia, nieosiągnięcia zamierzonego celu i zazwyczaj potrzebuję odpoczynku aby po przemyśleniu problemu, następnych kroków pójść dalej. Co jest tą granicą? Malując nie czuję granic, jedyna granica to ciągła świadomość,że czegoś się jeszcze nie wie i staram się tę granicę przesuwać i uczyć z świadomością, że i tak nie zglebię wszystkich tajników :D Z drugiej strony te własne granice, bariery które pokonuje się za każdym razem w moim odczuciu są najciekawszą rzeczą jakiej doświadcza się w malowaniu. Sprawia mi przyjemność każde nowe doświadczenie w malarstwie i obawiam się, że gdybym kiedyś dotarła do takiego momentu, że każdą wizję/pomysł realizowałabym bez nowych doznań, nauki czy przeszkód to byłby koniec mojego malarstwa. Znudziłoby mnie to, poza tym uważam, ze artysta który uważa, że już wszystko umie, wie i nie ma przed nim żadnych granic to skończony artysta i powinien zająć się czymś innym ;)

Oglądałam linki...jakoś inaczej przebiegał proces malowania mojej Dziewczyny z perłą :D Tam granicą były proporcje w których się pogubiłam i parę innych rzeczy :D Też etap pokonywania własnych granic. Gdyby ktoś nie widział a chciał...viewtopic.php?f=44&t=218
Avatar użytkownika
Beata
.
...
2.
2...

.
...
2.
2...
 
Posty: 2468
Dołączył(a): Pt, 30 października 2009, 14:08

Postprzez zephyr7 Wt, 27 listopada 2012, 22:00

Beatko, przede wszystkim gratuluję udanej reprodukcji!

Dziewczyna z perłą to jedno wielkie "oszukańśtwo" :D, chyba jedynym sposobem (youtube pokazuje, że nie jedynym!) namalowania właściwie tego obrazu jest przekalkowanie monochromatycznego szkicu, poprawienie go chiaro scuro i nanoszenie kolejnych laserunków! NIE MA SZANS, żeby gościu namalował tak cień wokół nosa i ust bez korzystania ze "zdjęcia" (camera obscura).

Aż mię w środku kusi, żeby nanieść medium do transferów czarno-biały obraz na płótno i zacząć malować jeszcze raz :D Ewentualnie, zostaje rzutniK!

Vermeera zostawiam masochistom, biorę się za coś łatwiejszego :D!
zephyr7
 
Posty: 933
Dołączył(a): Cz, 14 czerwca 2012, 19:44

Następna strona

cron