Najlepsze farby cena/jakość

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości

Postprzez zephyr7 Wt, 19 czerwca 2012, 17:08

A-wcale-bo-nie :) to by znaczyło, że amsterdamy, renesansy i maimeri olio są OK. A według mnie są to farby, które potrafią zepsuć dzieło. Nierówne schnięcie, odbarwienia, zmiany tonalne, zmiany faktury, itp.

Według mnie, dobre farby to (w miarę) czyste farby o mocnym pigmencie.
zephyr7
 
Posty: 933
Dołączył(a): Cz, 14 czerwca 2012, 19:44

Postprzez Jagoda Śr, 20 czerwca 2012, 02:06

zephyr7 napisał(a):A-wcale-bo-nie :) to by znaczyło, że amsterdamy, renesansy i maimeri olio są OK. A według mnie są to farby, które potrafią zepsuć dzieło. Nierówne schnięcie, odbarwienia, zmiany tonalne, zmiany faktury, itp.

vangogów też teraz jest dużo :dance: ...żadne farby mojego "dzieła" nie zepsują, bo ja "dzieł" nie maluje :lol:
To co piszesz o amsterdamach , to "dawno i nie prawda " ;)
zresztą , jak ktoś dobrze maluje , to farby nie mają znaczenia, mam kolegę - malarza, malującego farbami ,Których jest DUŻO, tworzy naprawdę dobre prace, jest profesjonalistą w każdym calu, wykształcony i z dużym doświadczeniem, gdyby czymkolwiek namalował , to i tak chciałabym mieć jego obraz :)
Avatar użytkownika
Jagoda
3.
1...
.
..
...
1..

3.
1...
.
..
...
1..
 
Posty: 2663
Dołączył(a): N, 21 listopada 2010, 15:34

Postprzez wunderfaust Śr, 20 czerwca 2012, 10:14

Witam. Myślę że trochę zapętlacie się w dyskusji. Odnoszę wrażenie że nie ma dobrych farb. Tymczasem dawni malarze malowali często byle czym. Adrian Brouwer jest tego najlepszym przykładem a Rubens uważał go za geniusza. Ile on tych kolorów tam użył? Trzy? Cztery? I pewnie najtańszych bo za resztę pił. Nie ma co przesadzać. Uważam że Astry są świetne dla potrzeb średnio zaawansowanego malarza i sprawdzone na naszym rynku. W dodatku jest to firma która nie jest napompowana marketingowo jak Daler czy Talens i inne manufaktury które doliczają sobie koszty marketingu do ceny tubki. Owszem - wielkość tubki może zniechęcać ale z drugiej strony są bardzo wydajne. Zwłaszcza przy laserunkowym sposobie malowania. Poza tym plagą dzisiejszego malarstwa jest nadużywanie bieli która potrafi zabić najdroższa farbę. Inną plaga jest lekceważenie zdobyczy dawnych mistrzów. Monet, Delacroix, manet, Delaroche i wielu wielu innych mistrzów XIXw ślęczało w Luwrze kopiując Tintoretta, Veronesa, Velasueza i innych. Dziś autorytetem jest wykładowca akademicki który sam często gęsto nie przerobił lekcji malarstwa dawnego bo taka moda kształcenia obowiązuje od lat '30 XXw. Owszem są wyjątki, ale to wyjątki
wunderfaust
 
Posty: 27
Dołączył(a): Śr, 20 czerwca 2012, 09:55

Postprzez grullo Śr, 20 czerwca 2012, 12:48

Witam Wunderfausta! Tak, nie trudno nie odnieść takiego wrażenia, że nie ma po prostu dobrych farb. Ja jednak powrócę do mojej wcześniejszej myśli. A myślę, że nie jest ważne jaki farba ma skład, byleby nie była to farba organiczna, taka płowiejąca w czasie. Nie oszukujmy się każda farba orga. wypłowieje wcześniej czy później. A producenci farb wydają się tego nie zauważać i często sztandarowe kolorki w gamie danej serii farb, to po prostu organiczne zamienniki. Równie często są one nieoznakowane jako barwy hue, czyli barwy/odcienie czegoś tam, np. kadmu szkarłatnego. Powtarzającym się chwytem poniżej pasa, jest dodanie organicznego, ale o większej sile barwienia, pigmentu do np. słabszego kadmu (dla poprawy atrakcyjności). Jeśli farba byłaby 100 procentowym np. ceruleum błękitem colina, to dodatek nawet sporej ilości kredy, gipsy czy inne badziewia, nie zepsuje tej farby. Ale już pthalocyjan z 50 procentową zawartością kredy szampańskiej może wyczyniać na obrazie cuda pod wpływem światła. Dlatego precz z organicznym syfem w tubkach!!! Oddajcie nam piękne i trwałe kolory! Niech żyją dawne metody i triki wielkich mistrzów renesansu i baroku!! Bo XVIII i XX wiek w malarstwie to porażka na całej linii. Ale to tylko moje zdanie...

:-P
grullo
 
Posty: 819
Dołączył(a): Śr, 25 kwietnia 2012, 14:02
Lokalizacja: Kraków

Postprzez Jagoda Śr, 20 czerwca 2012, 17:24

grullo napisał(a): Bo XVIII i XX wiek w malarstwie to porażka na całej linii. Ale to tylko moje zdanie...

:-P

... :hmm: nie zachwycam się renesansem, barokiem tym bardziej...kręci mnie impresjonizm, wbrew pozorom , bardzo przemyślane i uporządkowane malarstwo, to przed obrazami impresjonistów, najdłużej zatrzymuje się zwiedzający w największych muzeach i galeriach...ale to tylko moje zdanie :)
Avatar użytkownika
Jagoda
3.
1...
.
..
...
1..

3.
1...
.
..
...
1..
 
Posty: 2663
Dołączył(a): N, 21 listopada 2010, 15:34

Postprzez Jagoda Śr, 20 czerwca 2012, 17:41

wunderfaust napisał(a):Witam. Myślę że trochę zapętlacie się w dyskusji. Odnoszę wrażenie że nie ma dobrych farb. Tymczasem dawni malarze malowali często byle czym. Adrian Brouwer jest tego najlepszym przykładem a Rubens uważał go za geniusza. Ile on tych kolorów tam użył? Trzy? Cztery? I pewnie najtańszych bo za resztę pił. Nie ma co przesadzać.


Popieram, mam podobne zdanie na ten temat....jest czym malować, byle był talent i chęci ;)
Avatar użytkownika
Jagoda
3.
1...
.
..
...
1..

3.
1...
.
..
...
1..
 
Posty: 2663
Dołączył(a): N, 21 listopada 2010, 15:34

Postprzez MPietak Śr, 20 czerwca 2012, 17:47

Jagoda napisał(a):[jest czym malować, byle był talent i chęci ;)

:brawo: :brawo: i o to chodzi teoretycy i tak będa teoretyziować ,bo kiepskiej baletnicy itd.Nie dajmy się zwarjować :-P
Avatar użytkownika
MPietak
3.
1...

3.
1...
 
Posty: 3679
Dołączył(a): Cz, 7 stycznia 2010, 15:08

Postprzez zephyr7 Śr, 20 czerwca 2012, 18:18

A ja się nie zgodzę. Impresjonizm to porażka (techniczna!) na całej linii. Nie dziwię się sobie, że nie potrafię dobrać właściwych składników/narzędzi i odpowiednio zabezpieczyć obrazu - ale dziwi mnie skrajna lekkomyślność artystów typu Degas, Modigliani, Lautrec - którzy w końcu kształcili się u najlepszych, a przynajmniej mieli dostęp do wiedzy o technologii malarstwa.

Ich obrazy na desce, płótnie to niejednokrotnie totalna ruina. XIX wiek to praktycznie zanik tradycji malarskiej, początek technologicznej tandety i masówki.

Uważam że wiedza o tym, jak zachowują się farby w kontakcie z podłożem/powietrzem jest niezbędna.

Zgodzę się z Wunderlustem: astry to dobre farby - ale nie mają alizaryny i mają specyficzną paletę. Windsory nie są warte swojej ceny, Rowneye są mocno kombinowane, Rembrandty - rzadkie i drogie. Najlepiej jak do tej pory, malowało mi się ruskimi master classami, choć czasem mają zbrylone pigmenty i ciężką konsystencję. Malowanie tymi farbami to sama przyjemność.

ale może coś jeszcze, jakieś inne marki? Czym sami malujecie?
zephyr7
 
Posty: 933
Dołączył(a): Cz, 14 czerwca 2012, 19:44

Postprzez Jagoda Śr, 20 czerwca 2012, 19:41

zephyr7 napisał(a):A ja się nie zgodzę. Impresjonizm to porażka (techniczna!) na całej linii. Nie dziwię się sobie, że nie potrafię dobrać właściwych składników/narzędzi i odpowiednio zabezpieczyć obrazu - ale dziwi mnie skrajna lekkomyślność artystów typu Degas, Modigliani, Lautrec - którzy w końcu kształcili się u najlepszych, a przynajmniej mieli dostęp do wiedzy o technologii malarstwa.

Ich obrazy na desce, płótnie to niejednokrotnie totalna ruina. XIX wiek to praktycznie zanik tradycji malarskiej, początek technologicznej tandety i masówki.



...absolutnie się z Tobą nie zgadzam, Twoje "rozważania o malarstwie" to taki trochę przysłowiowy "przerost formy nad treścią ", większą wagę przywiązujesz do "otoczki" niż do "sedna sprawy" oczywiście , nie chcę Cię urazić, nie zrozum mnie źle.Dla Impresjonistów najważniejsza była "treść" , chwytali chwilę i zgrabnie przenosili ją na płótno, nie siedzieli miesiącami w pracowniach i nie dopieszczali prac, nie malowali unerwienia listka :dobani: zresztą,Ich prace , mówią same za siebie, są "świeże" , pełne życia , chce się na nie patrzeć :)
Avatar użytkownika
Jagoda
3.
1...
.
..
...
1..

3.
1...
.
..
...
1..
 
Posty: 2663
Dołączył(a): N, 21 listopada 2010, 15:34

Postprzez zephyr7 Śr, 20 czerwca 2012, 20:31

Jagódko, "tosz to apsórt isz szwajceneger jeździł po domu motórem do tyłu" :D

Jak napisał Doerner, znajomość technologii w malarstwie nie ogranicza artysty, a wręcz przeciwnie - daje mu większą swobodę w komponowaniu i tworzeniu dzieła.

Bezmyślne mazianie farbami kończy się tak :)

vhttp://nashvilleartsmagazine.com/wp-co ... 90x423.jpg

Można łamać zasady, jeśli da się przewidzieć końcowy wynik. Van Gogh podobno wiedział, że żółcień chromowa ciemnieje, Lautrec wiedział, że malowanie na niezagruntowanej i nieodtłuszczonej płycie spowoduje łuszczenie i odpadanie farby. Nie mówię, że te zabiegi były w każdym przypadku celowe, ale autorzy mieli pewną swiadomość występowania takich a nie innych efektów.

Sam na przykład, kiedy maluję coś pod "ikonę" albo renesansowy obraz i chcę go "postarzyć", nanoszę laserunek na grubszą warstwę farby. Po kilku tygodniach pojawią się leciutkie, rysy i spękania. Ale to jest OK, kiedy mi o taki efekt chodzi.

Malowanie na "jakoś to będzie", to trochę takie prowadzenie samochodu siedząc plecami do kierownicy :) Da się, tylko po co? :)

Wiesz, że kładąc na płytę cieniutką warstwę akrylowego gruntu nie tylko przedłużasz życie obrazu o kilkadziesiąc lat, ale także wzmacniasz świetlistość całej kompozycji. Obraz traci kiedy substancje zawarte w farbach przenikną do włókien płótna, albo do wnętrza płyty. Tak samo, obraz może się odbarwić, przebarwić, zmienić strukturę, wykruszyć - jeśli do farb którymi malujemy dodamy nieodpowiednich substancji, np. tanich chińskich mazideł.

Sam chciałbym wiedzieć o dobrych praktykach w malarstwie jak najwięcej - niestety nie mam skąd czerpać tej wiedzy. Dostępne materiały dotyczą albo przestarzałych (żółcień strontowa, biel kremska, itp.) albo niedostępnych w Polsce produktów. Dysponując podobraziem z Liedla przeciętny kowalski nie wie, jak powinien je zabezpieczyć i od razu zabiera się do malowania...
zephyr7
 
Posty: 933
Dołączył(a): Cz, 14 czerwca 2012, 19:44

Poprzednia stronaNastępna strona