Malowanie w mieszkaniu i suszenie farb

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

Postprzez zephyr7 So, 3 maja 2014, 14:40

Waldemarze, stuprocentowa prawda.

Rozpuszczalnik bezwonny nie jest mniej szkodliwy od tego śmierdzącego.

W małym pokoju-pracowni trzeba zachować podstawy BHP.
1) nie trzymać kubełka z rozpuszczalnikiem/terpentyną, itp. do mycia pędzli w pokoju
2) nie werniksować w pokoju
3) nie stosować sykatyw w sprayu
4) wietrzyć po każdej sesji
5) wynosić mokry obraz i paletę do innego pomieszczenia (czasami bardziej śmierdzi z palety niż z obrazu).

Jedną z lepszych i prostszych metod jest zwyczajne odstawienie rozpuszczalników.
zephyr7
 
Posty: 933
Dołączył(a): Cz, 14 czerwca 2012, 19:44

Postprzez muszka111 So, 3 maja 2014, 18:17

Więc jakie medium?...czym zastąpić rozpuszczalnik...???
Avatar użytkownika
muszka111
3.
1...

3.
1...
 
Posty: 1832
Dołączył(a): Cz, 17 grudnia 2009, 03:13

Postprzez Jagoda So, 3 maja 2014, 19:30

nie używać rozpuszczalnika w ogóle, ja praktycznie nie używam
Avatar użytkownika
Jagoda
3.
1...
.
..
...
1..

3.
1...
.
..
...
1..
 
Posty: 2658
Dołączył(a): N, 21 listopada 2010, 15:34

Postprzez zephyr7 So, 3 maja 2014, 20:37

Wystarczy zwykły olej z odrobiną sykatywy. Wprawdzie nie da się osiągnąć "chudości" farby - terpentyna rozcieńcza jak woda farbę akrylową. Olej rozcieńcza jak medium akrylowe farbę akrylową.

Według mnie, efekt końcowy jest lepszy bez używania terpentyny. Kolory są intensywniejsze i przyczepność farby na pewno większa.

Poważnym minusem jest czas schnięcia.

Ten czas można znacznie skrócić mediami typu liquin lub podobne - ale te albo są szkodliwe albo mają przykry zapach.

Dlatego, olej sykatywowany jest rozwiązaniem kompromisowym - i stosunkowo mało szkodliwym.
zephyr7
 
Posty: 933
Dołączył(a): Cz, 14 czerwca 2012, 19:44

Postprzez grullo So, 10 maja 2014, 22:26

Tylko, że sykatywa niestety też jest rozpuszczona w rozpuszczalniku. Może po prostu lepiej wziąć pokost sykatywowany manganem i kobaltem i po parę kropli dodać do medium. Bo same sykatywy w płynie śmierdzą że aż strach oddychać w takich pomieszczeniu.
grullo
 
Posty: 819
Dołączył(a): Śr, 25 kwietnia 2012, 14:02
Lokalizacja: Kraków

Postprzez zephyr7 N, 11 maja 2014, 16:22

Ojtam, ale 3 krople do oleju lub farby?

To może inaczej, bo przyznam, że dla mnie schnięcie farb olejnych to prawdziwy ból d... Zwłaszcza, jeśli maluję "czystymi" farbami, powiedzmy "dobrej" marki, które schną podręcznikowo - niektóre kolory szybko, inne wolno, itp.

Jednym ze sposobów na w miarę bezzapachowe przyspieszenie schnięcia jest używanie bieli typu "rapid" (bieli szybkoschnącej, itp.) lub domieszka farbki alkidowej.

Przyznam się, że jestem zachwycony griffinami - mają piękne, żywe kolory, dużo lepsze niż np. van goghi, a wysychają w ok. 12 godzin. Nawet grubsze impasta nadają się do malowania na drugi dzień.

Wydaje mi się, że podobny efekt uzyskamy mieszając dowolną farbę z liquinem, choć przyznam, że trochę z tym roboty. Aby dobrze schło, trzeba połączyć farbę z liquinem starannie, szpachelką.

Dlatego, jeśli muszę używać farb długoschnących, wolę moczyć pędzel w medium typu "essicante" z maimeri, w płynie - i poza tym nie używać żadnego dodatkowego oleju lub rozpuszczalnika.
zephyr7
 
Posty: 933
Dołączył(a): Cz, 14 czerwca 2012, 19:44

Postprzez grullo N, 11 maja 2014, 17:12

Wracamy do punktu wyjścia. Ja trochę nie rozumiem dlaczego błyskawiczne schnięcie to taka ważna sprawa. Dla mnie to zaleta gdy olej schnie powoli, a ja mam czas na poprawki. W normalnych warunkach wszystko schnie mi w przeciągu dwóch dni i to jest dobry wynik, tak myślę. Jestem nawet lekko zdenerwowany, kiedy farba zaschnie na pędzlach nim je umyje, a dzieje się to czasem już następnego dnia. Warstwa farby nie może tylko trochę przeschnąć w dotyku, ale musi odpowiednio stwardnieć w całości, a na to potrzeba czasu. Takie sztuczne i gwałtowne przyspieszanie nie może wyjść obrazowi na dobre.

Nie znam malarzy, którzy by zachwalali griffiny. Jeśli świat nie przerzucił się na takie wynalazki to znaczy, że nie spełniają oczekiwań profesjonalistów.

To, że dobre farby schną tak jak piszesz, to jest się czym cieszyć. Dzięki temu wiesz, że nic tam nie jest wrzucone na przyspieszenie schnięcia. Chociaż ja myślę, że do takich kolorów jak alizarynowe kraplaki, chinakrydony, azo, czernie sadzowe, to zawsze coś musi być dodane, w przeciwnym wypadku one nigdy nie zaschną. Znam takie kolory, które bez sykatywowanego oleju nie schną miesiącami. To przeważnie farby organiczne, które nie mają żadnego metalu w sobie, który by to sieciowanie oleju przyspieszał. Dlatego jestem przeciwnikiem tych wszystkich ustaw, które ograniczają i w konsekwencji ogólnoświatowych trendów, nadal będę ograniczać ich użycie.

Myślę, że te 2-3 krople ciemnego pokostu dodane do oleju nie zniszczą obrazu. Inna sprawa, że im więcej warstw tym szybciej ostatnie warstwy przysychają. Ten fenomen można różnie tłumaczyć. Migracja oleju też pomaga, a przy pół-chłonnej zaprawie działa cuda.

Kiedyś korzystałem z sykatywy cyrkonowej, ale nie widzę jej teraz na półkach sklepowych. Była tak dobra i nie niszcząca, że spróbowałem nią kiedyś namalować obraz, używając oczywiście jej samej, bez dodatków. Parę ładnych lat minęło i ani nie pociemniało, ani nie popękało. Najbardziej niszcząca jest bodajże sykatywa kobaltowa w dużej ilości, która marszczy warstwę tak, że wygląda ona potem jak skóra gada. Nie utwardza farby po całości, tylko tworzy nieprzyjemne, ciemniejące skrzepy.

Znajomi polecają olej z rozpuszczonym w niskiej temperaturze ołowiem. Nie jest tak ciemny jak tzw. Black oil, czarny olej. Wg. wielu badań to właśnie taki olej był wykorzystywany przez malarzy w dawnych wiekach. Tylko weź się tu człowieku nie zatruj. ;)
grullo
 
Posty: 819
Dołączył(a): Śr, 25 kwietnia 2012, 14:02
Lokalizacja: Kraków

Postprzez zephyr7 N, 11 maja 2014, 18:04

Hm... Jednak jakieś minusy to schnięcie ma. Położyłem tłustą warstwę żółtego kadmu z W&N (bez impastów, ale tłusto, miejsce w miejsce) - i czekam już 3 dzień i dalej mokre. Chodzi o to, że jeśli mam dziennie 2-3 godziny czasu na malowanie, a nie mogę pracować nad obrazem bo zwyczajnie jest mokry - to takie schnięcie trochę utrudnia mi życie...

Co do wyboru profesjonalnych artystów - to raczej bym się nie przejmował. Wielu z nich po prostu maluje nie przejmując się technologią. Drogie farby wybierają ze względu na siłę koloru - i to wszystko.

Gdybyś wiedział, ile Beksiński walił sykatywy do swoich obrazów, to złapałbyś się za głowę.

Artyści szachrują :):):)
zephyr7
 
Posty: 933
Dołączył(a): Cz, 14 czerwca 2012, 19:44

Postprzez grullo N, 11 maja 2014, 21:21

Zephyr, wydaje mi się w Twoim wypadku trzeba by trochę zmodyfikować metodę malowania. Zastanowić się co jak długo schnie i kombinować różne mieszaniny, tzn. wolnoschnące farby łączyć z szybciej schnącymi. Wiadomo nie od dziś, że kadm żółty schnie jak sierota z bożego dopustu, więc jeśli zależy nam na czasie wystarczy pomieszać z np. którąś ziem (zawsze tam trochę manganu i żelaza jest). Obrać metodę, np. podmalowywać ziemiami, następnie mieszaninami, a na koniec czystymi jaskrawościami.

Beksiński używał sykatyw do pierwszej warstwy, zaraz po zrobieniu podmalówki akrylowej. Pisze on tak: Gdy po kilku godzinach pracy wydaje mi się, że całość dostała
ogólnie rozpracowana i plus minus mnie zadowala, odkładam akryle i na wierzchu robię
podmalowanie olejne z dodaniem sykatywy [manganowej]. Następnego dnia zaczynam na
obrazie pracować farbami olejnymi bez sykatywy, rozrzedzanymi mediami rozmaitego typu
w zależności od tego, co chciałbym na obrazie uzyskać
.

Nawet jeśli coś pociemniało lekko, to w jego wypadku nie miało to znaczenia, bo to prawie same mroczności malował. Warto odnotować, że używał naprawdę dobrych farb, Rowneya i Rembrandty.
Dobór farby był też staranny, oto cytat: W zasadzie ograniczam się do kolorów typu "absolutnie trwałe" i
"trwałe" nie używając w ogóle kolorów "trwałe z ograniczeniem" oraz "nietrwałe"


Zephyrze drogie farby nie zawsze mają takie mocne kolory. Często to właśnie gama tanich, studenckich jest złożona z organicznych intensywnych kolorów, naftoli, azo, monoazo, ftalo...

To też nie do końca tak jest, że światowej sławy artyści nie wiedzą czym malują. Na zachodzie poziom tej wiedzy jest wysoki,malarze kontaktują się z producentami materiałów i ten tandem rozwija się. Producenci wiedzą czego chcą artyści, a artyści wiedzą czym malują i jakie produkty wybierać.
grullo
 
Posty: 819
Dołączył(a): Śr, 25 kwietnia 2012, 14:02
Lokalizacja: Kraków

Postprzez zephyr7 So, 24 maja 2014, 19:34

Grullo, przemyślałem dokładnie Twoje spostrzeżenia i wydaje mi się, że mam w miarę prosty sposób na pozbycie się rozpuszczalnika.

1) Gesso

zacznijmy od tego, że powinniśmy "uzdrowić" swoje malowanie od strony technicznej i PRZESTAĆ MALOWAĆ NA FABRYCZNIE ZAGRUNTOWANYCH ''CHIŃCZYKACH''.

Wyobraź sobie, że całą ciężką strukturę malatury, impastów, itp. wieszasz na cieniutkiej, napylonej rozpylaczem warstwie nie wiadomo czego. Bielidła? Gessa? Dodatkowo, nanosisz na to kolor inną farbą akrylową i dopiero na tym budujesz obraz. Błąd!

WRÓĆMY DO GRUNTOWANIA PODOBRAZI! Jeśli już malujemy na Chińczyku, nanieśmy przynajmniej 2-3 warstwy
gesso. Nie jakiegoś akrylowego primera, tylko dobrego, chłonnego gesso: raphael, chromacryl, talens, blik, itp.
Do mniej chłonnego można dodać kredy. Test można przeprowadzić zwykłą temperą jajeczną. Z "plastikowego" primera tempera zjeżdża pod palcem, jakbyśmy malowali na laminacie. Chłonne gesso utrzymuje ją w miejscu.

2) TEMPERA

Podmalówka temperą jajeczną wygląda do złudzenia podobnie jak mocno rozcieńczona farba olejna (obie wyglądają trochę jak akwarelka). Zamiast używać rozpuszczalnika, pierwsze warstwy można z powodzeniem wykonać temperą. WARUNEK: chłonne gesso. Chodzi o to, żeby olej z górnych warstw przeżarł wszystko i związał.

3) farba olejna na górę.

Taka metoda może nastręczać odrobinę problemów, np. w pracach plenerowych, czy bardziej ekspresyjnych, tłustych pracach - jednak mocny pigment w pierwszych warstwach zaprocentuje ostrością i wyrazistością końcowego dzieła.

4) Przyspieszacze: niemal wszelkie chwyty dozwolone, z wyjątkiem ostatnich warstw.

Ostatnie warstwy (szczególnie żółcienie, czerwienie, światła) kładziemy najdroższymi i najlepszymi farbkami, jakie mamy :D

KOŃCOWEJ WARSTWY NIE SUSZYMY SZTUCZNIE! Żadnej sykatywy, liquinów, itp.

5) WERNIKS
odpowiednio werniksujemy, w celu związania całości. W zależności od grubości warstwy olejnej: dla tempery laserowanej olejem werniksujemy czymś penetrującym, np. mikstionem olejno-żywicznym, flugerem do parkietów, olifą, olejem twardoschnącym, itp. Dla grubszej warstwy olejnej - werniksujemy powierzchniowo, np. zwykłym werniksem damarowym.
zephyr7
 
Posty: 933
Dołączył(a): Cz, 14 czerwca 2012, 19:44

Poprzednia stronaNastępna strona

cron