Wartość artystyczna,artyzm.

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

Postprzez Fen Pn, 21 grudnia 2009, 23:25

Kilka razy spotkałam się z wyszydzaniem powyższych terminów.I teraz tak,czy fakt ten jest wynikiem nie rozumienia pojęć,nie dostrzegania pewnego rodzaju liryki ,mistyki w sztuce ,czy ot chęci prowokacji,a może jest to kwestia wrażliwości w ogole na sztukę,lub jej braku?

Co stanowi o wartości artystycznej?Jestem ciekawa Waszego zdania.A tymczasem zacytuję fragment artykułu:

Jak wartościować dzieła sztuki – krótki poradnik dla ambitniejszych

Z pojęciem sztuki wiąże się odwieczny problem jej dokładnej definicji mającej określić istotę, cele, funkcje, a także granice. Definicja zawsze jest jakimś uogólnieniem, które daje pewność, że każdy myśli o tym samym używając danego słowa. Trudno jasno określić coś niejednolitego, coś, co wciąż się zmienia.


Herman Broch pisał o sztuce (przeciwstawiając ją kiczowi) jako o systemie otwartym. Cel sztuki nie jest celem samym w sobie – znajduje się poza systemem – jest jedynie wynikiem obrania jakiegoś kierunku. Problemem ustalenia definicji sztuki jest także brak przynajmniej jednej wspólnej cechy charakterystycznej dla wszystkich dzieł, ponieważ sztuka wciąż poszukuje nowych rozwiązań w zakresie formy, treści i sposobu oddziaływania na odbiorcę. Artyści zawsze mogą stworzyć rzeczy, jakich nie było, dlatego warunki sztuki nie mogą być wymienione w sposób wyczerpujący. Staje się to tym bardziej trudne, kiedy idzie o rozwiązania sztuki współczesnej, która wymykając się wszelkim sposobom wartościowania, niejako „zmusiła” krytyków do utworzenia nowej tzw. instytucjonalnej definicji sztuki. Została ona wypracowana przez Georga Dickiego i głosi, iż przedmiot wytworzony przez artystę nie jest dziełem sztuki – jest jedynie artefaktem, który może uzyskać status dzieła sztuki, dzięki określonym wymaganiom stawianym przez społeczeństwo, bądź środowisko krytyków.

Pomimo tych wszystkich niejasności, istnieją pewne, w miarę obiektywne, metody wartościowania i oceniania dzieł sztuki (powstałe dużo wcześniej niż instytucjonalna definicja sztuki), które pozwalają stwierdzić, co jest bardziej lub mniej cenne, jako obiekt funkcjonujący na rynku. Nauki humanistyczne, takie jak np. filozofia, czy estetyka (będąca głównym środowiskiem opiniotwórczym w dziedzinie smaku artystycznego), która z filozofią ma przecież wiele wspólnego, dalekie są od uogólnień i uproszczeń. One raczej starają się ogarniać całą istotę badanych zjawisk z uwględnieniem wszystkich najdrobniejszych szczegółów. Generalizacja jest jednak nieunikniona i jest pierwszym krokiem, który trzeba podjąć, aby w ogóle ocenić dzieło sztuki. Kiedy wybrany zabytek rozpatrzymy wedle sumy wszystkich możliwych cech jakie obiekt może posiadać, wtedy zyskamy szerszą persketywę aby z całą wyrazistością poznać jego cechy specyficzne i indywidualne, mogące dodawać mu szczególnej wartości.

System wartościowania zabytków i dzieł sztuki przytaczany przeze mnie, został stworzony przez Aloizego Riegla, austriackiego historyka i teoretyka sztuki, działającego na przełomie XIX i XX wieku. Wprawdzie wiele z jego poglądów i badań, straciło już na ważności, jednak teoretyczny system pojęć, które ustanowił zachował swoją aktualność po dzień dzisiejszy. Wyróżnia on trzy podstawowe wartości dzieła: historyczną, artystyczną oraz użytkową. Te z kolei dzielą się na pewne podgrupy, o których będzie mowa za chwilę.

Wartość historyczna

To wartość jaką nabiera zabytek lub dzieło sztuki w miarę upływu lat. Inaczej mówiąc, im coś jest starsze, tym bardziej wartościowe. Obiekt stanowi w tym sensie, „pomnik” przeszłości, dokumentuje ściśle określony etap czy zdażenie z szeroko pojętej historii ludzkości. Taki charakter może posiadać praktycznie każdy przedmiot – kawałki dawnych ubiorów, gliniana tabliczka zapisana pismem klinowym, stare narzędzie pracy, czy piramidy lub ruiny starożytnych świątyń. Tutaj również następuje gradacja – im ważniejsza jest sprawa jaką przedmiot dokumentuje, tym wyżej jest on ceniony, nawet jeśli został zachowany fragmentarycznie. Oczywiście każdy zabytek architektury, każdy obraz czy rzeźba (a więc obiekty ściśle artystyczne) pochodzące z przeszłości również posiadają siłe dokumentującą. Skupiają one w sobie cechy szczególnie ważne dla estetycznego smaku epoki. Ponadto mogą nam coś powiedzieć o samym artyście, bądź artystach, przez których zostały stworzone. Przykładem może być Partenon w Atenach. Świątynia ta jest świadectwem bujnie rozwijającego się życia greckiej polis w V wieku, a także ówczesnej wiedzy z zakresu matematyki, obróbki kamienia itd. Ponadto dostarcza wiedzy na temat zdolności i artystycznego warsztatu Fidiasza. Obrazy Malczewskiego z kolei, będą posiadały szczególną wartość dla historyków sztuki, ponieważ dokumentują rozwój jego sposobu malowania, co pozwala dzielić jego twórczość na okresy, co stanowić może odbicie ówczesnych nastrojów w świecie sztuki, bądź też pozwala stwierdzić nowatorskość jego rozwiązań. Obrazy te mówią również coś o osobowości artysty – jego umiłowanie do portretowania samego siebie, jest polem do wielu interpretacji i dociekań.

Ponieważ pojęcie wartości historycznej jest bardzo szerokie, podzielić je można na wartość naukową (obiekt może dostarczać materiału do badań, dla różnych dziedzin i nauk) oraz wartość emocjonalną, która polega na pozanaukowym oddziaływaniu na ludzkość. Jest to pewien rodzaj sentymentu, który budzi się w człowieku, w momencie kiedy zdaje sobie sprawę ile wieków patrzy na niego w momencie zetknięcia się z piramidami czy Partenonem. Uczucie to potęgować mogą oznaki starości – czyli piętno jakie odcisnął na dziele czas, nie umując mu nic, a tylko dodatkowo wzbogacając o wrażenie zmysłowej starości. Przyzwyczajeni jesteśmy do lekko podniszczonego wyglądu staroegipskich rzeźb, albo popękanego werniksu na obrazach pochodzących z XVI wieku. Bez tych oznak starości wydawały by się sztuczne albo podrobione, a widząc niedoskonałości spowodowane czasem, bardziej cenimy dany przedmiot, ciesząc się z jego unikatowości.

Wartość artystyczna

Chodzi tu o taką wartość zabytku, która istnieje równolegle do wartości historycznej, jednocześnie ją przewyższając. Ta wartość, bardzo trudna to uchwycenia, wyraża się przez samo dzieło, bez rozpatrywania go w kontekście jakiegoś procesu myślowego, czy naukowego, zaistniałego w historii. Artyzm, emanuje niejako, z dzieła sztuki, od chwili jego powstania aż do teraz. Pewna „jakość” (artystyczna), jaką zabytek może sobą reprezentować, jest zjawiskiem absolutnym, nie podlegającym żadnym zmianom. Naturalnie jest kwestią gustu, czy bardziej podobają nam się dzieła barokowe czy gotyckie, ale nasze indywidualne upodobania nie umniejszają wartości artystycznej, zawartej w obiektach – mogą one być tylko bardziej lub mniej cenione.

Wartość artystyczna wyraża się również w sposobie i sile odziaływania estetycznego na otoczenie. Dlatego bardziej cenne są dzieła kompletne, integralne, lepiej zachowane, których odczytanie nie stanowi dużych kłopotów. Kiedy brakuje elementów istotnych dla zrozumienia tematu przedstawienia, bądź przekazu jaki niesie, ogólna ocena może pójść bardzo w dół. Podobnie jest z formami abstrakcyjnymi, np. ornamentem, w którym brak części obniżyć może wartość estetyczną. Czasem jeśli ubytek nie jest szczególnie znaczący, nikt się tym tak naprawdę nie przejmuje. Mało kto wie, że rzeźba Wenus z Milo, w momencie odnalezienia, posiadała ręce. Później, zanim jeszcze wystawiono ją w muzeum, została skradziona, a w chwili odnalezienia, okazało się, że rąk już nie było. Choć nigdy nie wyjaśniono po co komuś były potrzebne same ręce, dziś nikt nie wyobraża sobie tej rzeźby w innej formie – stała się ona ikoną antycznej kultury i w takiej formie przemawia do nas najsilniej.

Wartość użytkowa

Jest to naturalna cecha, przypisywana do każdego przedmiotu bądź dzieła sztuki, ze szczególnym uwzględnieniem architektury. Wszystkie bowiem budowle zostały wzniesione w konkretnym celu. Idealną sytuacją jest, jeśli celowi temu służą one po dzień dzisiejszy. W przeciwnym wypadku trzeba znajdywać nową funkcję aby zapewnić tym obiektom możliwość istnienia. Kościoły czy maczety, które pełnią funkcje kultowe, posiadają bardzo wysoką wartość użytkową. Ale np. średniowieczne mury obronne albo starożytne teatry, na których użytkowanie nie ma zapotrzebowania, stają się jedynie obiektami muzealnymi urozmaicającymi krajobraz. Jednak znaczenie takiego miejsca może wzrosnąć, w momencie kiedy zacznie sięw nim organizować kulturalne festiwale bądź imprezy, tak jak ma to miejsce chociażby w teatrze w Epidauros.

W przypadku drobnych przedmiotów użytkowych z poprzednich epok, najczęściej znajdują one swoje miejsce w muzealnej gablocie, przez co tracą pierwotne przeznaczenie i stają się użytneczne dla nauki bądź edukacji. Tzw. rzemiosło artystyczne – ozdoby ze szkła, porcelana, dekorowana broń, gobeliny, sztućce – wszystko to również w zamyśle posiada jakieś funkcje użytkowe, które mogą ulegać przedawnieniu (choć nie muszą), i wtedy zwiększa się ich wartość historyczna oraz artystyczna jako reliktów przeszłości.

Nieuchwytność sztuki irytuje bądź fascynuje. Skłania do coraz głębszych dociekań, nad jej istotą. Te jednak pozostają domeną teoretyków i filozofów. Wymienione wyżej cechy są pewnymi punktami orientacyjnymi, które w połączeniu z subiektywnymi odczuciami estetycznymi, oraz znajomością rynku sztuki, mogą być sposobem na dobrą inwestycje. Ćwieczenie czyni mistrza – im częściej będziemy obcować ze sztuką, tym bardziej trafne będą nasze oceny, a odpowiednie zaplecze teoretyczne może, jak w każdej dziedzinie życia, zaprocentować w przyszłości sukcesem.

Źródło:- Bankier.pl
Fen
 

Postprzez szczekan Wt, 22 grudnia 2009, 14:37

Z tego co się zorientowałem z artykułu "Jak wartościować dzieła sztuki" to chodzi tam raczej o to jak rozpoznać dzieło, ktorym warto się zainteresować i nie "wtopić" milionów w kicz, który trudno będzie potem odsprzedać. Autor tego tekstu, co prawda, szuka definicji sztuki wspólnych jej cech, ale intencję jego są jednoznaczne... Wystarczy przeczytać jego podsumowanie: "Wymienione wyżej cechy są pewnymi punktami orientacyjnymi, które w połączeniu z subiektywnymi odczuciami estetycznymi, oraz znajomością rynku sztuki, mogą być sposobem na dobrą inwestycje".
Co prawda autor tekstu powołuje się na system wartościowania zabytków i dzieł sztuki przez Aloizego Riegla, gdzie wyróżnione zostały trzy podstawowe wartości dzieła: historyczną, artystyczną oraz użytkową, ale zaraz dodaje, że wiele z jego poglądów i badań straciło już na ważności, ale przyjmijmy, że te trzy wartości są uniwersalne tylko co z nich wynika? Że średniowieczny królewski nocnik, ktory był używany przez postać historyczną jest dziełem sztuki, bo został zrobiony w XIV w. (wartość historyczna)?
Fen, co do cech sztuki, które oddzielają sztukę od innych czynności i wytworów człowieka to łatwo można wymienić: cechą swoistą sztuki jest to że wytwarza piękno, że odtwarza rzeczywistość, że nadaje rzeczą kształt, cechą swoistą sztuki jest ekspresja, że wywołuje wstrząs, ale chyba nie potrafię napisać jak wartościować dzieła sztuki, bo to bardzo karkołomne przedsięwzięcie...
szczekan
 

Postprzez Fen Wt, 22 grudnia 2009, 15:06

:arrow:
Ostatnio edytowano N, 7 marca 2010, 16:43 przez Fen, łącznie edytowano 1 raz
Fen
 

Postprzez szczekan Wt, 22 grudnia 2009, 20:57

Fen
Jeśli to pytanie skierowane bezpośrednio do mnie to odpowiem ci, że jeśli chodzi o utwory muzyczne to sprawa wydaje się prosta - słoń mi na ucho nie nadepnął. Prawie 10 lat temu sprzeczałem się z osobami wychwalającymi talenty Justyny Steczkowskiej, która dla mnie nie potrafi śpiewać tylko wyje jak pies. A było to w czasach, kiedy Steczkowska okupowała czołowe miejsca na listach 3, więc musiałem wysłuchiwać szereg uwag, jaka z niej artystka, bo jej skala głosu ponadprzeciętna, a że jej ojciec-artysta-nauczyciel skakał jej w dzieciństwie po przeponie, aby poprawić skalę głosu. I co z tego skoro dziewczyna nie potrafi do dnia dzisiejszego czysto śpiewać.
Jeśli chodzi o filmy to również zaćma mnie oszczędziła. Wg mojej oceny podstawowym kryterium, czy dany film posiada pierwiastek artystyczny jest ciekawie opowiedziana historia (fabuła) plus rozbudowany filmowy sztafaż od muzyki poprzez zdjęcia i grę aktorską. Filmy Feliniego czy Antonioniego niestety, ale mnie nudzą (poza „La Stradą” i „Osiem i pół” i „Powiększenia”), Bergman również przynudzał, może dwa jego filmy plus „Siódma pieczęć” można jeszcze strawić. Wszyscy wymienieni są uznawani za arcymistrzów, choć coraz więcej krytyki pojawia się obecnie na ich temat. Jeśli chodzi o klasyków to wolę oglądać filmy Bunuela czy Jarmuscha… Tak więc może to kwestia gustu, a o gustach trudno dyskutować, dlatego moje wypowiedzi często mijają się z ocenami krytyków, powszechnie uznawanych za autorytety w dziedzinie filmu. A co do malarstwa to sprawa wygląda jeszcze lepiej, bo moja żona jest po historii sztuki (UW), choc w zawodzie już nie pracuje, ale możemy się sprzeczać godzinami, co jest sztuka, a co kiczem. W tej dyscyplinie musisz posiadać pewną wiedzę, bo może się to skończyć tym, że na argumenty Pierdziszewskiego, że sztuką są fotoobrazy "jelenie na rykowisku" nie będziesz mogła właściwie odpowiedzieć.
szczekan
 

Postprzez Fen Śr, 23 grudnia 2009, 13:58

Wszystko pięknie i fajnie .Ale fakt ,że ktoś potrafi docenić ,a nawet się zatracić w świecie Felliniego ,czy Antonioniego świadczy tylko o podobnej wrażliwości,podobnym analitycznym podejsciu do estetyki ,plastyczności ,umiejętnosci operowania podobnymi skojarzeniami ,kadrami ,symbolami.Ale czy całość jest specjalnie wartosciowa pod wzgledem artystycznym,to juz powinno być zjawiskiem uniwersalnie widzianym i koniec ,tak?Bo moi mzdaniem tak ,a nie to czy cos jest nudne ,bo widok namalowanego jajka tez moze Cie nudzić ,a mnie nie i ja znajdę w jajku całą mase przyjemnych gier światła ,mnóstwo odcieni ,jak i skojarzen ,sztuka moi mzdaniem ma mnie uwodzić ,dzielo ma mnie mobilizować bezwiednie ,intuicyjnie do wkraczania za pomoca symbolu do dalszej częsci historii,ma byc powodem.A ja mam współtworzyć swiaty zainspirowane tymze dziełem.Fascynuje mnie ,ze istnieja ludzie intuicyjnie i calkiem jakby fizjologicznie wiedzący co jest sztuką ,a co jest bezwartosciowe,jak perfumiarze,wyczuwają pewne zestawy komponentów ,tworzacych dzieło.Ciekawi mnie ,czy można sie wyuczyć,nabyć pewnego rodzaju umiejętność rozpoznawania pereł.

Jeśli Pierdziszewski powie Ci ,ze fotoreal z jelonkiem jest dziełem i niczym się nie różni od ćwierć wołu Rembrandta,to chocbys stanął na głowie ,zaklaskał stopami i wytoczył miliony argumentów przeciw ,to i tak Pierdziszewskiego nie przekonasz,poniewaz on róznicy nie widzi i nie rozumie i nie jest to jego wina bron Boże.Po prostu jest tak skonstruowany ,natomiast oczywiście zawsze warto znać historie sztuki jesli się sztuka próbuje parać ,czy to hobbystycznie ,czy zawodowo,ale to przecież oczywiste. :)
Fen
 

Postprzez szczekan Śr, 23 grudnia 2009, 21:08

Czy twoje pytanie odnosi się do całej twórczości artystycznej danego twórcy, czy do jego konkretnych dzieł, bo jeśli chodzi o utwory filmowe, kiedy rozwijasz wątek z Felinim i Antonionim to pytasz mnie, czy "całość jest specjalnie wartosciowa pod wzgledem artystycznym, bo to juz powinno być zjawiskiem uniwersalnie widzianym i koniec ,tak?" Moim zdaniem na pewno nie, ale poszczególne dzieła (filmy) tak... Zostawmy Feliniego i Antonioniego, a dajmy przykład z naszego podwórka. Nasz najwybitniejszy reżyser Andrzej Wajda nakręcił z pół setki filmów fabularnych, ale tylko 10 proc to filmy genialne, kolejne 10 proc to filmy bardzo dobre, a następne 10 proc to filmy dobre... Reszta to gnioty z "Lotną" na czele, bo tam już przesadził i odleciał w przestworza niczym Jackon Pollock tworzący na haju.
To nie prawda, że istnieją ludzie "fizjologicznie wyczuleni" na sztukę. Oni po prostu sporo wiedzą na temat sztuki i operują właściwym językiem, niekiedy potrafią wmówić, niczym sprzedawca kwaśnych jabłek przekonujący ciżbę o ich słodkości, że filmowy gniot jest właśnie sztuką. A przecież wystarczy tylko ugryźć takie jabłko, aby się przekonać o tych kłamstawach... Czasami warto się samemu zastanowić, czy ten film na prawdę jest sztuką, ale żeby sobie na to odpowiedzieć trzeba wiedzieć więcej, interesowac się tematem, zdefiniować co to jest sztuka i jakie posiada cechy itd.
Pamietam przed laty, że jedna baba wrzasnęła przed kościołem, że figurka Matki Boskiej płacze krwią i od tego momentu zaczęli się tam schodzić ludzie i faktycznie widzieli jak figurka MB płacze krwią. Nie ważne czy to spływały gołebie odchody czy jakaś inna ciecz, ważne że stał się cud i ludzie mogli doświadczyć transcendencji - bezpośredniego dzieła Boga...
Jak myslisz, Fen, czy ci co widzieli płacz byli wrażliwsi "fizjologicznie lepiej widzący" od tych co go nie widzieli?
szczekan
 

Postprzez Fen Śr, 23 grudnia 2009, 21:50

Fellini,film i porównania są tutaj tylko pretekstem...Film w tym przypadku jako całość często uważam za dzieło sztuki,nie cały worek twórczości oczywiście ,bo kazdemu zdarzaja się i mniej udane rzeczy,ale nazwisko ,ktore sie wyrabia jest gwarantem jakości i mapy symboli ,czy narzędzi ,ktorymi operuje tworca,na ktore czekamy ,bo są nam jakoś bliskie.Nie piszę o krytykach ,kierujących masowym gustem spoleczenstwa,lecz o intuicyjnym przesiewaniu gniotów od pereł i wierze bardzo mocno w taką predyspozycje ,ktora nie musi miec cokolwiek wspólnego z wykształceniem ,wiedzą i znajomościa gustów krytyki.Nie wiem w jaki sposób tak się dzieje ,ale ze się zdarza wiem na pewno,na przykładzie koleżank iz dawnych lat i jej bezbłędnego gustu muzycznego,przeżywania, wzruszeń i reakcji na wybiórczo i trafnie dobieranych kompozytorów,jak i konkretne dzieła.Jako dziecko nie posiadała żadnej wiedzy w tym zakresie,a jednak..
Fen
 

Postprzez szczekan Śr, 23 grudnia 2009, 22:23

Co do zmysłu słuchowego to wydaje mi się, że człowiek prehistoryczny musiał mieć lepiej wykształcony aparat słuchowy od tego naszego. Kiedy taki człowiek odziany w skóry siedział sobie w krzakach i jaskiniach nasłuchując różnych odgłosów zbliżających się drapieżników - ludojadów to mógł mieć tylko nadzieję, że nie dojdzie z takim drapieżnikiem do kontaktu wzrokowego, bo wówczas byłoby za późno na jakąkolwiek ucieczkę. Wydaje się, ze zmysł słuchu był ważniejszy niż wzroku, szczególnie w nocy, kiedy wielkie koty urządzały sobie polowania na ludzi...
Setki tysięcy lat upłynęło...Aż się pojawiły strzelby i armaty (no może trochę wcześniej) i trzeba było odpowiednio wycelować, czyli posłużyć się wzrokiem, wiec nastąpiło odwrócenie wartości hierarcii tych zmysłów...

Niewykluczone, że niektorzy ludzie do dnia dzisiejszego są bardziej wrażliwsi na dźwięki, a wiec mogli tę wrażliwość akustyczną odziedziczyć po przodkach żyjących w niezwykle trudnych warunkach...

Mój sąsiad nie potrafi z siebie wydobyc jednego czystego dźwieku, ani grac na zadnym instrumencie, ale jak mu zagrasz jakis kawałek i pomylisz choćby jedną nutkę od razu wyłapie fałsz...
szczekan
 

Postprzez Krakusia Śr, 23 grudnia 2009, 23:15

Ja nie oceniam wartości obrazu/filmu/utworu.. czy artysty poprzez nazwisko lub opinię zawodowego krytyka. Od lat mam takie własne kryterium: musi być mistyka, tajemniczość, klimat lekko magiczny, czasem baśniowy. Tylko to na mnie działa.
To coś sprawia, że wracam do dzieła, że o nim myślę, że mnie dręczy (pozytywnie) i że zostaje w pamięci na lata.
Dlatego ja lubię np.: magię Felliniego, Malczewskiego, słowa Kasi Nosowskiej, Renaty Przemyk a nie lubię np.: Barei, Matejki, Pollock'a, Dody... Wiele okrzykniętych wielkimi dzieł nie trafia do mnie. Często z jakiejś zachwalanej przez krytyków wystawy wychodzę zniesmaczona, większość filmów akcji mnie nudzi, a na komediach usypiam pod koniec. Ale to dobrze, że tak właśnie jest, bo dzięki temu mamy różnorodność.
Ludzie gnają do przodu, panuje wszechobecny pośpiech.... chyba nie pasuję do tej epoki, bo zostaję ciągle w tyle, w grupie mniejszości.

Fen, bardzo ciekawy temat. Ciekawa jestem opinii innych.
Krakusia
3...
2.
3..

3...
2.
3..
 
Posty: 1013
Dołączył(a): Śr, 28 października 2009, 19:08
Lokalizacja: Kraków

Postprzez MPietak Cz, 4 marca 2010, 08:51

moim skromnym zdaniem nie da się do końca zdefiniować czy coś jest dziełem czy nie, jeśli nie jest to dzieło historyczne nasza wrażliwość jest różna. To co kręci jednych, innych niekoniecznie. Czy 'autorytet' zmieni naszą wrażliwość. Czy fakt uznawania jakiegoś dzieła przez innych zmieni moje postrzeganie świata.
Avatar użytkownika
MPietak
3.
1...

3.
1...
 
Posty: 3353
Dołączył(a): Cz, 7 stycznia 2010, 15:08

Następna strona

cron